1 maja 2007r. Holandia otworzyła swój rynek pracy dla Polaków tym samym stała się dziewiątym państwem starej UE, które otworzyło dla Polaków swój rynek pracy. To nie Niemcy, jak spodziewali się specjaliści od rynku pracy, ale Holandia stała się hitem dla Polaków szukających pracy za granicą. Jednym z najważniejszych czynnikó wpływających na atrakcyjność Holandii jako miejsca pracy dla Polaków są pozafinansowe. I to one sprawiają, że w 16-milionowej Holandii pracuje dziś już 300 tys., a więc ponad 13 proc. zarobkujących za granicą rodaków.
Holandia uchodzi za kraj bardziej przyjazny niż Niemcy, Belgia czy Francja. – Holendrzy nie oczekują na przykład, by pracownik komunikował się w ich ojczystym języku. Wystarczy angielski – mówi Lang. Jego zdaniem procentuje również to, że holenderskie firmy były jednymi z pierwszych, które zaczęły ściągać polskich pracowników. Mają więc dużo lepszą sieć kontaktów z naszymi agencjami pracy niż Niemcy.
Polaków w Holandii można spotkać praktycznie wszędzie: na polach, w szklarniach, centrach logistycznych, fabrykach. Ponad 80 proc. ma średnie wykształcenie i potrafi dogadać się po niemiecku lub angielsku. Holenderscy pracodawcy robią też, co mogą, żeby ułatwić Polakom komunikację: w fabryce sałatek Heensterk pod Amsterdamem, w centrum logistycznym Adidasa, na farmach czy w przetwórniach nabiału większość napisów jest w języku polskim. Poza tym wielu menedżerów to Polacy, którzy w Holandii pracują od lat i biegle znają angielski i niderlandzki. – Przedstawicielom holenderskiego biznesu i lokalnych samorządów trudno dziś sobie wyobrazić życie bez polskich pracowników, którzy zapełniają rosnącą lukę na rynku pracy – mówi Rene van der Linden, senator i były przedstawiciel Komisji Europejskiej.
Z wyliczeń ekonomistów i socjologów wynika, że w 2040 roku w Holandii będzie brakowało 800 tys. par rąk do pracy. I to pomimo podniesienia wieku emerytalnego z 65 do 67 lat. Bogaci mieszkańcy Amsterdamu, Rotterdamu czy Hagi nie chcą pracować w fabrykach czy na plantacjach tulipanów, bo to zajęcie ciężkie i, jak na warunki holenderskie, niskopłatne. Ale Polakom się opłaca. Ci zatrudnieni przez agencje pracy zarabiają zwykle ok. 8 – 10 euro za godzinę. O 20 – 30 proc. więcej mogą dostać ci, którzy załatwią sobie robotę na własną rękę, ale muszą zapłacić za mieszkanie i dojazdy do pracy. Oszczędni co miesiąc odkładają na konto od 1000 do 1500 euro.
Ale w Holandii jest też lobby próbujące ograniczyć falę emigracji z Polski. Minister pracy Henk Kamp zapowiedział obostrzenia w systemie rejestracji emigrantów zarobkowych, a także przymusowe wydalenie tych, którzy przez trzy miesiące pozostają bez pracy. Chodzi mu przede wszystkim o ograniczenia wydatków na zasiłki socjalne. Sęk w tym, że dziś nikt w holenderskim rządzie nie jest w stanie powiedzieć, ilu Polaków pobiera takie świadczenia. Z mało precyzyjnych wyliczeń wynika tylko, że około tysiąca naszych rodaków to bezdomni. Reszta pracuje na swój dom w Polsce.


